Siła Kopyt Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Pastwisko
Autor Wiadomość
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-04-07, 09:16   
   Multikonta: Brak


Star podreptała w stronę pastwiska, nie mogła się doczekać aż poczuje źdźbła trawy w swoim pysku, ah, wspaniałe uczucie. Trawa muskała ją po kopytach i leciutko łaskotała klacz.
Dotarła.
Zobaczyła konie w oddali, ale była zbyt nieśmiała by podejść do nich bliżej. Opuściła niżej głowę i lekko złapała chrapami pierwsze źdźbło trawy i zaczęła dokładnie je żuć. Zarżała, potrząsnęła grzywą, a ogonem odganiała się od much, rzucając swoim pięknym i długim ogonem niczym biczem. Star co chwilę patrzyła spode łba na konie w oddali, ukrywając to jak najdokładniej jak umiała, co jej się nie udawało. Bała się tego, że ją odgonią i nie zamierzała im przeszkadzać w rozmowie. Stała i przeżuwała trawę, ale... co to? Poczuła jakieś dziwne uczucie na nogach.
Mrówki! - powiedziała zdenerwowana i zaczęła skakać w miejscu, stawając dęba co chwilę. Jednak i to nie pomagało. Zaczęła brykać, zdawając sobie sprawę z tego, że zachowuje się za głośno jak na takie ciche miejsce i spokojne miejsce. Wiedziała też, ze taki widok jest dość dziwny, bo jej zachowanie było niecodzienne.
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Niespodzianka
Gość
Wysłany: 2013-04-07, 15:18   

Trochę ma mało energii, biedaczyna.


Masz rację, zadzie. Już zaraz postawię go na nogi, nie będzie mi tutaj takim bezbarwnym tonem się odzywał. Może nieco wyrósł, ale to nie znaczy, że ma się zachowywać jak stary pryk~! To nie do pomyślenia, ot co. Zaraz go ustawię do pionu, jak przystało na postrzeloną szamankę. Muszę mu pokazać, że wejście w dorosłość jeszcze bardziej ma nas rozweselać, a nie przeciwnie. Mimo tego cieszyłam się na jego widok, ech. Sporo czasu minęło, nie ma co. Mam nadzieję, że nadal mogę go nazywać "Pan Q". Jeszcze poprosi (albo rozkaże) żeby się do niego zwracać Quetro. Nie, nie. Tak nie wypada. Jako dobrzy przyjaciele - może troszeczkę przesadzam, ale kij - mogę na niego mówić jak chcę. Buhahaha~! Ponownie pokazuję wam moją boską moc nawiązywania przyjaźni, ma się wtedy takie przywileje, o których inni mogą jedynie pomarzyć.

Nie przesadzaj, głupia. Może mi jeszcze wmówisz, że dzięki przyjaciołom stajesz się silniejsza?


Oczywiście, że tak. Doprawdy, moje nogi są o-k-r-o-p-n-e. Ciągle mają jakieś pretensje i nie wierzą w mój - wam już znany - geniusz. Kiedyś odpłacę im się pięknym za nadobne. Drżyjcie przed potęgą łaciatych klaczy, one zawsze sprowadzają szczęście i jednocześnie piekło. Dlatego decydując się na zawarcie znajomości, musisz najpierw dobrze przemyśleć swoją decyzję. Później już jesteś niemal skazany na takie towarzystwo. Może się to okazać zbawieniem albo przekleństwem, wszystko zależy od ciebie. Chyba, że to ja będę ci się naprzykrzać, to sprawa wygląda zupełnie inaczej.
~ Kiedyś ci zapewne wspominałam o trzech, najważniejszych rzeczach, by zaliczyć dzień ~ zaczęłam, uważnie obserwując jego reakcję. Machnęłam tylko ubłoconym ogonem i ponownie podjęłam się rozpoczętej wypowiedzi.
~Pierwsza to przebywanie z moją skromną osobą, następna to pogoda ducha, której ci widocznie brak. Nie wiesz jak to rani mój zad i mnie, panie Q. No i ostatnie to zjedzenie czterolistnej koniczyny, nawet w zimie.~ - A oto i te wszystkie zasady, które niemal były świętością. Co prawda nikt poza nią ich nie stosował, ale zawsze każdemu o nich przypominała.

Temu olbrzymowi raczej te twoje durne gadki na nic się nie przydadzą.


Schyliłam się i uszczypnęłam zębami prawą nogą, karcąc ją dodatkowo groźnym spojrzeniem. Jakie one są niewychowane~! Powoli doprowadza mnie to na skraj psychicznej wytrzymałości, ot co. Zresztą za niedługo skończę cała poraniona, ech. Jakby mogły tak się zamknąć i już się nie odzywać. Wiem jednak, że będzie mi bez nich smutno. Wbrew pozorom byłam do nich przywiązana.
~Archaviel... Imię godne anioła.~ Mój pysk rozszerzył się w końskim, przyjaznym uśmiechu. Taka była prawda. Naprawdę to mienie kojarzyło jej się z jakimś cierpliwym, godnym zaufania aniołem. Zresztą, czy są takie, które zasługują na potępienie? Coś mi podpowiada, że nie. Trąciłam wielkiego ogiera swoim chrapami, choć sięgałam mu zaledwie do piersi. Byłam dość niska, raptem sto pięćdziesiąt parę centymetrów. Gdzie tu sprawiedliwość? Pewno w niebie, tam się obżerają koniczynami i nie pomyślą o takim konisku.

Kochanie, ktoś tam stoi.


Zad jak zawsze uprzejmy. Byłam zbyt zaaferowana ogierami, by zwrócić uwagę na brykające z tyłu zwierzę. Obróciłam się i zastrzygłam z zaciekawieniem uszami. Tej panny też nie znałam, kolejne zaległości. Klacz nie była zbyt daleko więc odezwałam się, chcąc spytać o powód takiego zachowania.
~Śnieżna, co się stało?!~ Nie znałam jej imienia, ale sierść Rosy była tak oszałamiająco biała, że postanowiła ją nazywać Śnieżną. Raczej nie powinna się obrazić.

Pewno się mała boi mrówek.


Mruknął mi brzuch, a ja z jeszcze większym zainteresowaniem przyglądałam się klaczy.
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-04-07, 19:30   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Młodzik był chyba skazany na towarzystwo Niespo. Takie wesolutkie to zwykle się naprzykrzają i nie dają odpędzić jak muchy, które dopiero trzeba zabić. Niestety, tej zjawy się nie dało a i ogier nie miał na to ochoty, ale mniejsza z tym. Mógł za to zrobić coś innego. Mianowicie to jakoś ją porządnie obrazić i zrazić do siebie i będzie święty spokój bez morderstw. Jemu nie robiło różnicy czy kogoś obrazi, bo zdanie innych miał w tylnej części ciała. Jednak od dłuższego czasu był sam, a więc porzucił zamiary pozbycia się towarzystwa.
Usłyszawszy słowa klaczy lekko położył uszy po sobie. Tylko nie to! Tak, mówiła mu o tych durnych zasadach. Nie słuchał jej, ale pamiętał, że były bezsensowne i tylko go denerwowały. Nie miał ochoty słyszeć ich ponownie. Jeszcze mu pozostaną w głowie, a wtedy będzie tylko jedno wyjście: skoczyć z klifu. Już miał otworzyć usta i powiedzieć, że już je słyszał, ale srokata nie potrzebowała odpowiedzi i już głosiła swoje złote zasady, bez których naprawdę nie dało się żyć.
Wysłuchawszy ich z ponurą miną myślał, że on zawsze trafia na jakichś wariatów. Weźmy na przykład taką Lilith. Ona to nawet się do rozmowy nie nadawała! Ach, ta Jędza. Q już nie czuł do niej urazy, była zwykłym wspomnieniem, które już wygasło. Nic nie czuł w związku z jej osobą. Ale powróćmy do dzisiejszej sytuacji, zagłębianie się w przeszłość jest bezcelowe.
- Tak, już je słyszałem - burknął kwaśno, a w jego głowie stanęła mu dawna rozmowa z klaczą. Już wtedy był ponury i mu je głosiła, a teraz pewnie stwierdziła, że na pewno się do nich nie stosował. W sumie już pierwszy punkt był nie do zrealizowania, chyba, że przyczepiłby się do niej.
Zwrócił uwagę na olbrzyma, który jednak postanowił się przyłączyć do ich zacne grona. Zaskakujące jak takie małe, łaciate coś przyciągało do siebie inne stworzenia jak kwiatek pszczoły. Jednak zaraz zorientują się, że wpadły na złowieszczą muchołapkę, ale wtedy już nie będzie odwrotu, bo ona już nie puści. Cóż, porównywanie Niespodzianki do rośliny jest dość śmieszne, ale jakże trafne, prawda?
Archaviel. Dość ciekawy imię, budzące ożywione myśli, krążące wokół aniołów, bogów i magicznych istot. Ma zapewne wiele znaczeń, jego historia owiana jest tajemnicą... Na szczęście nic z tych rzeczy nie interesowało Q. On nawet nie zastanowił się nad tym imieniem, a jedynie zakodował je w głowie jak najdoskonalej potrafił.
- Quetro - przedstawił się bezbarwnie jak każdy kulturalny i cywilizowany koń.
Zerknął z czymś na kształt pogardy i kpiny na klacz. Anioła? Ona to naprawdę prawi komplementy! Aż się rzygać chciało! Taką osobę to naprawdę wychłostać, żeby nie zachowywała się jak słodziutka, urocza laleczka Barbie, którą każdy zna i wie, że nigdy złego słowa nie powie. Wewnątrz duszy westchnął cierpiętniczo. Zapowiada się dłuuuugi dzień.
Znowu usłyszał kroki, ale bardziej chaotyczne, szybkie i nie zmieniające swojej częstotliwości, jakby działo się to w jednym miejscu. Uniósł łeb i nadstawił uszu, a jego czarnym oczom ukazało się jego przeciwieństwo - śnieżnobiała klacz. Skakała w miejscu jak porąbane, a w jej oczach odbijała się panika. Powstrzymał się od zbędnych komentarzy, ale westchnął ciężko. Czuł jedynie pogardę i zażenowanie dla osób takich jak tamta: nieporadnych i strachliwych. Czego to ona się mogła wystraszyć? Większość zwierząt jeszcze spała. Ojej, naprawdę zapowiadał się długi dzień.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-04-07, 19:59   
   Multikonta: Brak


Star zadrżała i zastygła, rzuciła jeszcze raz kopytem w bok, żeby strzepać ostatnie mrówki na prawym kopycie, wyprostowała się i z uśmiechem zwróciła się do dorodnej klaczy:

A... nie... - Powiedziała zawstydzona -Mrówki mnie zaatakowały. - dodała i zaśmiała się.

Wiedziała, że owa klacz mogła odebrać ją jako jakąś niedorozwiniętą, i martwiła się, że zostanie niedługo skarcona za to, że zachowuje się niedojrzale.

Spojrzała jeszcze na przypatrującą jej się klacz i cofnęła się niepewnie.
Następnie spojrzała na ogiera dumnie i lekceważąco. Star nie miała szacunku do ogierów, bo każdy ogier zdawał się jej taki, jak jej ojciec-beznadziejny, w końcu zostawił. I ją, i matkę.
Nie odrywając wzroku od ogiera rzucała energicznie ogonem kładąc uszy po sobie. Samo jego egoistyczne zachowanie zauważone uprzednio zachęciło ją do takiego traktowania go. Nastała cisza, a klacz oderwała wzrok od nieznajomego.
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Archaviel
Zmora



Wiek: 5 lat
Rasa: mieszanka ShirexClydesdale
Partner/ka: Brak
Rodzina: Brak
Znaki szczególne: wielkość
Ciąża: Nie dotyczy
Ruja: nd
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Talizman BT
Bóstwo: Nocte
Maść: Srokata
Stan zdrowia: Zdrowy
Dołączył: 28 Lip 2011
Posty: 40
Wysłany: 2013-04-13, 06:56   
   Multikonta: Tayfun, Chara Suorun


Srokatemu mimowolnie drgnął kącik warg, gdy usłyszał te wspaniałe rady. Nie umiał się domyślić co miało dać takie zaliczenie dnia, jednak był pewien, że pierwsze z zadań zdecydowanie należy do najłatwiejszych, w przeciwieństwie do pozostałych dwóch. O ile zachowanie pogody ducha było w miarę możliwe, bo kto normalny, wkurzony czy smutny w głębi ducha, chodziłby z uśmiechem przyklejonym do pyska? O tyle znalezienie czterolistnego chwasta w zimie mogło sprawić niemałe problemy. Nawet jeśli jakiś farciarz znalazłby rzekomą koniczynkę to Arch. kwestionowałby jej walory smakowe i dekoracyjne. Lekko zdziwiła go reakcja karego ponuraka. Wydawało mu się z początku, że konie znają się i lubią, a ten tutaj obrusza się o takie pierdoły? Serio? Po raz kolejny wielkolud przekonał się, że ani trochę nie zna się na relacjach zachodzących między końmi. Pogodził się z tym, że w tej kwestii bardzo wiele rzeczy nie miało dla niego ani odrobiny sensu. Być może dlatego, iż nigdy w całym swoim kopytnym żywocie nie miał przyjaciół, nikogo nie miał.
~Może i godne... ale nie należy do niego z pewnością.~ Odparł na ten niecodzienny "komplement", ponieważ szczerze nie wiedział jak potraktować tę wypowiedź o swoim imieniu. Zerknął na białą klacz. Czy zachowywała się dziwnie? Nie, skądże. To przecież normalne, że jakiś koń skacze jak poparzony, z uśmiechem zwraca się do jednego, a na drugiego patrzy choćby zatłuc miała. Zaczął się poważnie zastanawiać czy, aby na pewno nie trafił do krainy walniętych koników. Choć rozważał też możliwość zjedzenia jakiś nieodpowiednich ziółek przez towarzystwo.
_________________
You flew in from the dawn
Such a sight when you came into view
You stretched your white wings
Careful embrace


___________~ Bring out my yearning
The longing of the lonely


____________Swan, my swan
________Dive, heat my blood
____Swan, my swan
Before dawn breaks
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-04-13, 13:37   
   Multikonta: Brak


Star zauważyła, że nieznajomy jest zamyślony i, że patrzy na nią dość dziwnym wzrokiem.
- Niech pomyślę... Ty również uważasz mnie za wariatkę? - zapytała klacz, z pretensjami. Tym razem bez tego radosnego uśmiechu, gdyż nie był to temat do śmiechu.
Cofnęła się niepewnie, i planowała odejść, bo towarzystwo nie pasowało jej, będzie trudno zdobyć w tym bezlitosnym świecie przyjaciela, skoro trudno znaleźć osobę, która ją akceptuje. Eh, życie...

Rzuciła jeszcze raz smutnym wzrokiem na Ar oraz klacz, a owego dziwnego ogiera z pretensjami do całego świata dokładnie zmierzyła wzrokiem po czym zarzuciła dumnie ogonem i odeszła trochę dalej od towarzystwa.
Zatrzymała się i zaczęła znowu skubać trawkę, tym razem była bardzo zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Przez cały czas kładła uszy po sobie.
Rozejrzała się na około siebie, czy nigdzie nie ma mrowiska - Nie było, całe szczęście. Odwróciła się zadem do towarzystwa i znów sięgnęła po następne źdźbła trawy.

Dziwne są te konie otaczające mnie. Chyba zostanę na zawsze sama, bo nawet nie można nawiązać z nimi kontaktu... - pomyślała, ale jej myśli ciągle schodziły na temat tego najbardziej tajemniczego ogiera. Skąd on się urwał? Zachowuje się jakby ciągle miał muchy w nosie.[/i]
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-04-13, 16:53   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Obserwował siwkę zmatowiałymi, czarnymi oczami, chcąc wiedzieć co spowodowało tak szaleńcze zachowanie. Przecież to było nienormalne, by koń tak się zachowywał. Gdyby tam był wąż dałoby się to zrozumieć, ale było za wcześnie na takie stworzenia. A poza tym nic innego nie przychodziło karemu do głowy.
Zadziwiające jak tak bezmyślne zachowanie może przyciągnąć całą uwagę wszystkich i zająć ich myśli. Szybkim ruchem gałek ocznych dostrzegł, że jego towarzysze również wpatrują się w klacz. No, to się głupio poczuje jak dotrze do niej, że zrobiła z siebie kompletną idiotkę. Ale cóż takie życie...
Arabka machnęła ostatni raz nogą i spojrzała na ich całe towarzystwo. Niespodziankę obdarowała uśmiechem, choć zapewne wcale jej nie znała. W sumie to on też tak kiedyś robił, dopóki nie zmądrzał. No i potem się wytłumaczyła. Aha, mrówki. Diabelne stworzenia. Mogły cię obgryźć aż do kości, albo pozostawić w twoim ciele zabójczy jad. Boże, jakie to konie żyły na tej planecie?
I od rozmyślań oderwał go jej wzrok. Patrzyła lekceważąco, z pewnym wyzwaniem w oczach, kładła uszy po sobie. Robiąc to dodawała sobie w jakiś sposób charakteru i wyglądała na mądrzejszą w pewnym sensie. Jednak co on jej takiego zrobił, że tak na niego spoglądała? Ech, lepiej nie wnikać.
Q przypatrywał się jej, analizując cały jej wygląd. Wolał zapamiętać tak niedojrzałego konia. Była śnieżnobiała co tworzyło kontrast między nimi. Miała duże oczy, szerokie chrapy, szczupaczy pysk i łabędzią szyję - czyli arab. Była niska, ale nie to sprawiało, że wyglądała na młódkę w jego wieku. To ta dziecinna jeszcze uroda na to wskazywała.
Oglądając ją patrzył obojętnie jak na wszystko inne. Przypatrując się jej nie czuł nic, ani nie myślał o tym czy to co widzi podoba mu się czy też nie. Jedynie opisał jej wygląd i nic więcej.
Potem padło pytanie siwej, ale nie było skierowane do niego, ale jak się okazało do srokacza. Były w nim pretensje, więc karosz nadstawił uszu i wygiął szyję, patrząc na olbrzyma. Faktycznie, w jego oczach było coś takiego co sugerowało, że tak myśli. Młodzik też tak myślał, ale niczym się nie zdradzał. Przyglądał się młodej, która dumnie odeszła od nich. Aż mu się śmiać chciało. Zachowywała się jak małe dziecko, które obraża się na cały świat, bo ktoś mu nie dał zabawki.
- Nie ma to jak strzelić focha, na pewno pomoże - mruknął pod nosem z zażenowaniem i nutą pogardy. Zrobił to cicho, ale była szansa, że Silent to usłyszy, bo Arch i Niespo zapewne nie mieli z tym problemu.
Pan Q wyłożył zgrabnie nogę do przodu i schylił głowę, zrywając jeszcze parę kępek trawy, a potem znowu zerknął na siwkę. Ech, gdyby on taki był to już dawno by nie żył, bo ona o nic nie walczy, ani nie stara się. On zawsze walczył o swoje i efekt był taki, że tu stał i był taki jaki jest.
- Wiesz, trochę przypomina ciebie. Też ma nierówno pod sufitem - zwrócił się sam z siebie (co było dziwne) do Niespodzianki. Głos miał jak zawsze, a za tymi słowami nie kryło się nic nadzwyczajnego. Po prostu stwierdził fakt.
Pojawił się trochę much i obsiadło głowę ogiera. O, to one już się pojawiają? Masz ci los! Miał nadzieję, że jeszcze trochę się nacieszy spokojem, ale widocznie nie było na to szans. Potrząsnął energicznie łbem, odpędzając nieproszonych gości.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-04-13, 19:58   
   Multikonta: Brak


Usłyszała słowa tego aroganckiego ogiera. Odwróciła głowę w jego stronę, tym razem miała ochotę kopnąć go prosto w 'mordkę'. Zaczął ją poważnie denerwować. Podbiegła kłusem i zmierzyła go rozwścieczonym wzrokiem i znowu położyła uszy po sobie. Była wściekła.

- Słuchaj, koniku - powiedziała- Nie wiem, co ci jest, czy coś z tobą nie tak, czy może masz jakieś problemy psychiczne, czy masz depresję, czy nie. Zatrzymaj sobie te myśli w środku twojego serca, nie musisz ich ogłaszać wszystkim! Nie znasz mnie, nie możesz mnie oceniać. - dodała i zbliżyła łeb centralnie przed jego, rozwarła chrapy i po chwili ogier mógł poczuć oddech wściekłości na swoich chrapach.

- Przyszłam tutaj by nawiązać jakieś znajomości, ale widzę, że dumni panowie, ani myślą aby być mili. - powiedziała ironicznie roześmiana. Skinęła Niespodziance na pożegnanie, wyrażając szacunek i odeszła w stronę wybrzeża.

z.t
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Niespodzianka 
Wichura
~!



Wiek: Pięć lat
Rasa: Znana i lubiana - Pinto
Partner/ka: A kto zechce tą stukniętą optymistkę?
Rodzina: Przewraca się w grobie :3
Ciąża: Nie
Ruja: 6-11
Płeć: Klacz
Ekwipunek: Pióra:wróbla
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Kasztanowato-srokata.
Stan zdrowia: Zdrowa niczym ryba.
Wiek: 18
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 83
Wysłany: 2013-04-15, 17:15   

Haha~! I co, twoje głupie zasady nie obchodzą nikogo, prócz ciebie.


Nie prawda. Moje nogi kłamią, nie wierzcie im. Te perfidne szkodniki (choć są przydatne, ale odstawmy na bok sprzeczności) tylko czekają, by mnie zgwałcić i zjeść. A nie, wróć. Może nie zgwałcić, nie bądźmy tacy dramatyczni. Z pewnością tylko wszamać, o. Nie podoba mi się to ani trochę, a idź. Czemu trafiły mi się nogi z własną wolą, hę? Albo to tylko moja powalona wyobraźnia... Nie, to niemożliwie. Jestem całkiem normalna, pomijając kilka, jakże istotnych, szczegółów. Nie bójcie się jednak, dzięki mojej boskiej mocy w końcu je (nogi) sobie podporządkuję. Wtedy już nie będą mogły pyskować, buahaha. Jaka ze mnie wredna bestia, mrr.
~Czyli pan Q~ odparłam, kiedy mój dawny towarzysz się przedstawiał. Nie chciałam, by każdy na niego wołał Quetro. Nie wybaczalne, gorsze od stanu jmoich patyczkowatych nóg. W końcu póki ogier jest młody, niech się jeszcze trochę wyszaleje. Ja jestem wiecznie młoda, więc ta zasada się mnie nie tyczy. Mogę robić co chcę, kiedy chcę i gdzie chcę, byle za każdym razem pamiętać o złotych zasadach.

Widzisz, bała się mrówek. Jak zawsze mam rację.


Tak, tak. Brzuch jest nażarty, to się będzie wymądrzał. Gdybym tak się mogła zamienić częściami ciała z tą Śnieżką. Chociaż nie. Jej są dłuższe, a ja wolę patrzeć na wszystko z nieco niższej perspektywy. W-wcale nie mam tragicznego lęku wysokości, nie w-wiem o czym m-mówicie~!
Zdziwiło mnie nieco zachowanie tejże arabki. Winna być pełna wyrafinowania, ale czasem pacnąć łebkiem o ziemię, tak dla poprawy nastroju. Tymczasem spoglądała na pana z Q z taką... buntowniczością. Ojeeej, czyżby miała do niego jakiś uraz? Może pomogę? Nie? No cóż, najwyraźniej moje wspaniałe rady nie każdy jest w stanie zrozumieć. Tym razem odpuszczę, ale zapamiętam to sobie. Wtem odezwał się Archaviel. Zwróciłem na niego ciepłe spojrzenie brązowych źrenic i parsknęłam przyjaźnie.
~Mogę na ciebie mówić Misiek? No bo jesteś taki wieelkiii, a ja lubię się przytulać do dużych koni, co wiąże się z takimi puszystymi niedźwiedziami~ powiedziałam, czując jak pysk rozszerza się w szerokim, końskim uśmiechu. Moje pomysły są genialne, boskie i w ogóle, mrrr. Aż bym zaczęła skakać z radości, ale musiałam teraz jakoś zareagować na Śnieżną.
~Ja, ciebie, za wariatkę? Żartujesz! Nie ma tutaj nikogo bardziej powalonego ode mnie. Chyba, że się martwisz o posadę... No, zawsze mogę znaleźć jakieś miejsce dla ciebie~

Idiotka, kretynka... Szkodzisz koniom~! Przez ciebie ich umysł jeszcze bardziej się zryje.


Hahaha. To powoli przestaje być zabawne, miśki. Zaraz w depresję wpadnę, no. Jeszcze pan Q coś z początku mruknął, a ja zbyt zaaferowana swoimi nogami, nie usłyszałam. Hańba mi, hańba mi~! Na szczęście następna wypowiedź dotarła do mnie wyraźnie. Postanowiłem nie traktować tego poważnie.
~Trochę powalonych koni się przyda na tym świecie.~ Mój wesoły ton nie wskazywał żadnego urazu, ale ogier mógł wyczuć nutkę dezaprobaty. Nie powinno się wyrażać "nie równo pod sufitem". To takie.. nieeleganckie. Jestem przecież osobą pełną godności i elegancji, pef.
Wtem Śnieżynka zaczęła swój wybuch złości. Toż to nie przystoi arabce~! Jednak była taka odważna. Ja też bym się postawiła, ale raczej w tonie żartobliwym. Tutaj za to mamy pełną złości osobę.
~Widzicie jak ktoś kończy, gdy nie wypełnia trzech, świętych zasad?~ - zwróciłam się do ogierów, kiedy Silver odbiegła. Doprawdy...
_________________
Imię: Miłe i niespodziewane. Zupełnie jak... N i e s p o d z i a n k a
Wiek: Szczęśliwi i beztroscy lat nie liczą. Jestem jedną z nich. * Młoda *
    ~ * ~..........~ * ~..........~ * ~..........~ * ~


    ~Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu,
    ....a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać~


    ...Każdy szuka chwil wytchnienia,
    ..chwil szczęśliwych jak marzenia.
    Każdy z nas jest ślepcem w słońcu,
    .....po omacku znajdzie w końcu...

    .............S Z C Z Ę Ś C I E!

Przyjaciele: Zawsze są ze mną. * Romance *
Znajomi: Jest ich nieskończona liczba. * Agaeti Blodhren *
Wrogowie: Do diabła z nimi! * Brak *

    Uważaj, żeby nie pomylić nocnego nieba
    ... z gwiazdami odbitym na tafli jeziora.

G a l e r i a: × × × ×
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-04-15, 19:22   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Zignorował całkowicie wypowiedź hucułki odnośnie jego imienia. Wolał mieć to gdzieś, ale tak naprawdę drażniło go to przezwisko. Nabył je w starym stadzie i tylko ono mogło się tak do niego zwracać. Niestety, każdy już nie żył, więc ksywka była nieaktualna. Niestety, on musiał kiedyś coś o nim palnąć naszej Niespodziance co ma teraz złe skutki. Ech, no trudno. Był młody i głupi, teraz trzyma gębę na kłódkę i nie otwiera się przed nikim. W ten sposób było łatwiej.
Przewrócił oczami. Misiek? O boże, już mu współczuł. Będzie mieć jeszcze gorsze przezwisko niż on sam. Niestety, taki los tych, którzy spotykają Niespo. Ten srokaty konik był prawdziwym utrapieniem. Dlatego należało ją omijać, łamiąc jej zasadę. A skoro mowa o zasadach... Jak można było w zimę zjeść czterolistną koniczynę? Ta zasada była niewykonalna, nawet jeżeli była jakaś trawa! No bo kto wie, kiedy zjadł koniczynkę? Przecież nikt normalny nie przygląda się jaki kształt ma jego jedzenie.
Patrzył na rozwścieczoną arabkę pełnymi spokoju oczami. Kryło się w nich jednak nieme pytanie. Co on takiego zrobił? Przecież tylko mruknął jeden, głupi fakt, a ta od razu się rzuca. Naprawdę, zachowywała się jak dziecko. Cholernie buntownicze, któremu należy się bura.
Ach, i że niby on miał problemy psychiczne? Całkowicie nic nie robił, zachowując się spokojnie, a ona chyba miała depresję spowodowaną samotnością, bo wszystko odbierała jako jakąś obrazę. Z takimi przecież nie da się gadać! Ale za to Q ani mrugnął, gdy się na niego darła, ale prawie uśmiechnął, gdy usłyszał Niespodziankę. Miała rację. Ona była powalona.
Odprowadził siwkę wzrokiem, a gdy znikła, potrząsnął głową z zażenowaniem, lekką pogardą i odrobiną rozbawienia, które ledwie było wyczuwalne. Spojrzał na swoje towarzystwo. Wyglądali śmiesznie. Był między nimi kontrast, wywołany różnicą we wzroście.
- No tak, przecież twoje zasady są bezcenne. Ale jeden punkt wypełniła - zwrócił się do klaczy, mając na myśli spędzenie z nią dnia. Chwilę to trwało, ale się liczy.
Młodzik stał tam i patrzył w rożnych kierunkach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie dawała mu spokoju myśl o arabce, której coś odwaliło. Było w niej coś co sprawiało, że chciał dokończyć rozmowę i wiedzieć, dlaczego ma do niego jakiś problem. I tyle. Choć zwykle miał gdzieś co myślą o nim inni to teraz był tym zaintrygowany. Ruszył powolnym, leniwym stępem w stronę, w którą oddaliła się klacz.
- Idę - obwieścił wszystkim i nawet się nie pożegnawszy zaczął się oddalać.
Gdy był już dość daleko od towarzyszy przeszedł do leniwego kłusa, który po jakimś czasie się ożywił. Miło było trochę przyspieszyć, mięśnie się rozciągały, a grzywę targał wiatr. Dlatego po krótkiej chwili karosz ruszył wdzięcznym galopem i znikł.

zt.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
Archaviel
Zmora



Wiek: 5 lat
Rasa: mieszanka ShirexClydesdale
Partner/ka: Brak
Rodzina: Brak
Znaki szczególne: wielkość
Ciąża: Nie dotyczy
Ruja: nd
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Talizman BT
Bóstwo: Nocte
Maść: Srokata
Stan zdrowia: Zdrowy
Dołączył: 28 Lip 2011
Posty: 40
Wysłany: 2013-04-17, 13:58   
   Multikonta: Tayfun, Chara Suorun


"Życie porąbańców toczy się bardzo szybko." Stwierdził w myślach. Jeszcze chwilę temu stała tu arabka i mordowała wzrokiem karego, a teraz oboje poleźli gdzieś w cholerę. Może i dobrze, bo zaczynało się robić niewesoło. Siwka pewnie będzie miała ciężko w życiu jeśli tak reaguje na wszystko. Strzelenie focha i wydarcie się na kogoś, bo dziwnie na ciebie patrzy, kiedy latasz jak oparzona wśród morderczych mrówek to najlepsze wyjście. Z pewnością! Przecież one chciały cię pożreć żywcem albo lepiej, zakopać gdzieś i zostawić na później. To nic, że są zdecydowanie za małe, aby wyrządzić krzywdę takiemu stworzeniu jak koń, przecież wszyscy znają brutalną prawdę o mrówkach. To złe do szpiku kości kreatury, które tylko czekają, żeby nas zabić! Naprawdę, czy całe to towarzystwo do reszty zdurniało? Jeszcze doszły do tego fochy "Pana Q", który widać poczuł się urażony nie wiadomo czym. Biedna srokata wariatka. On się na nią złości, a to przecież nie jej wina, że jest taka rypnięta.
~Misiek...?~ Interesujący pomysł. Nie miał zielonego pojęcia co ma wielki srokacz do włochatego, zębatego zwierza, ale niech jej tam będzie. Z resztą pewnie i tak będzie tak na niego mówić.
~No niech będzie ten misiek.~ Odparł nieco załamany. Jeśli niewypełnianie tych świętych trzech zasad miało się skończyć takim ześwirowaniem, to Arch zastanawiał się czy nie włączyć szukania koniczynki w swój codzienny grafik.
_________________
You flew in from the dawn
Such a sight when you came into view
You stretched your white wings
Careful embrace


___________~ Bring out my yearning
The longing of the lonely


____________Swan, my swan
________Dive, heat my blood
____Swan, my swan
Before dawn breaks
 
     
Niespodzianka 
Wichura
~!



Wiek: Pięć lat
Rasa: Znana i lubiana - Pinto
Partner/ka: A kto zechce tą stukniętą optymistkę?
Rodzina: Przewraca się w grobie :3
Ciąża: Nie
Ruja: 6-11
Płeć: Klacz
Ekwipunek: Pióra:wróbla
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Kasztanowato-srokata.
Stan zdrowia: Zdrowa niczym ryba.
Wiek: 18
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 83
Wysłany: 2013-04-21, 20:21   

Paczaj, paczaj~! Nawet się nie pożegnał. I my niby nie mamy manier?


Hmmm, panie Q, cóż za brak kultury. Rozumiem, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, ale krótkie "pa" powiedzieć chyba wypada? Już ja go później dopadnę i powiem, co o tym wszystkim myślę. Przyniosę przy okazji czterolistną koniczynkę, bo pewno zapomniał o jednej z zasad. Swoją drogą, oddalił się w stronę, w którą poszła również Śnieżynka. Ciekawi mnie, co też mu chodzi po głowie, pomijając przedwczesną zobojętniałość. Czyżby... miłość?! Już widzę te fanfary - czyli śpiewające ptaki - i tłum gości weselnych~! Muszę powiadomić Tay-Tay, Romka i mnóstwo innych koniowatych. Piszę się na księdza, czy raczej księżną? Nie, wróć. Chyba zakonnicę. Ludzie w stajni raz wyprawili taką uroczystość, do dziś to pamiętam. Paplali też o jakiś katolickich zwyczajach, czy coś. Pokręcone toto, ale jaki zabawne. No i na pewno znajdzie się jakieś jedzonko, ale takie wytrawne. Z dużą ilością czterolistnych koniczynek, mleczy i marchewek. Dotychczas udawało mi się takowe znaleźć na polach, jednak szybko stamtąd znikałam. Krzyczeli na mnie, jak ja tylko spełniam prośbę brzuszka.
Wracając do „miłości” arabki i pana Q, to mój pokręcony umysł i boska moc mówi mi, że będą z tego źrebaki. Zobaczycie, Niespodzianka prawdę wam powie. Brzmię jak jakaś stara wróżbitka, która próbuje przekonać do siebie młodziaki. Na dodatek ceną są buraczki i inne przysmaki. Ale nie~! Ja taka nie jestem, nie wierzcie pogłoskom, o ile takowe są.
Powalona jesteś i tyle, wolelibyśmy być nogami takiego Quetro.

Niewdzięczne patyki. Cieszcie się, że należycie do mnie. Z panem Q z pewnością byście się nudzili, zwłaszcza teraz. Zresztą ma takie długaśne nogi, gdzie tu przyjemność? Chyba nigdy nie dojdziemy do porozumienia, ale zostanę ich królową, jeszcze będą mi się kłaniać. Pomińmy fakt, że jest to niemożliwe, od czego jest wyobraźnia?
~ To cudownie, Misiek. Mój zad zgadza się ze mną, że to piękny przydomek, prawda?~
Wykręciłam głowę w stronę tylnej części swojego działa i z zadowoleniem parsknęłam.
~Całkiem miła z niej osoba, odzywa się w taki matczyny sposób…~ odparłam, ponownie zwracając się w stronę Miśka. Mam nadzieję, że nie będzie miał problemu z odpowiedzią. To normalne przecie wszystko.
_________________
Imię: Miłe i niespodziewane. Zupełnie jak... N i e s p o d z i a n k a
Wiek: Szczęśliwi i beztroscy lat nie liczą. Jestem jedną z nich. * Młoda *
    ~ * ~..........~ * ~..........~ * ~..........~ * ~


    ~Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu,
    ....a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać~


    ...Każdy szuka chwil wytchnienia,
    ..chwil szczęśliwych jak marzenia.
    Każdy z nas jest ślepcem w słońcu,
    .....po omacku znajdzie w końcu...

    .............S Z C Z Ę Ś C I E!

Przyjaciele: Zawsze są ze mną. * Romance *
Znajomi: Jest ich nieskończona liczba. * Agaeti Blodhren *
Wrogowie: Do diabła z nimi! * Brak *

    Uważaj, żeby nie pomylić nocnego nieba
    ... z gwiazdami odbitym na tafli jeziora.

G a l e r i a: × × × ×
 
     
Archaviel
Zmora



Wiek: 5 lat
Rasa: mieszanka ShirexClydesdale
Partner/ka: Brak
Rodzina: Brak
Znaki szczególne: wielkość
Ciąża: Nie dotyczy
Ruja: nd
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Talizman BT
Bóstwo: Nocte
Maść: Srokata
Stan zdrowia: Zdrowy
Dołączył: 28 Lip 2011
Posty: 40
Wysłany: 2013-04-30, 06:38   
   Multikonta: Tayfun, Chara Suorun


Nie był do końca pewien, czy to jemu się coś uroiło, czy ona naprawdę mówi o swoim tyłku jako "całkiem miłej osobie"? Puknąłby się w głowę kopytem, jednak z przykrością musiał stwierdzić, że nie potrafi dokonać tego gimnastycznego cudu. A szkoda, może to by pomogło poukładać bajzel w jego łbie jaki narobiła łaciata wariatka i tej towarzystwo. Jeszcze trochę i nie będzie wiedział jak ma na imię. Szczerze powiedziawszy, czuł się jak na przedstawieniu trupy cyrkowej z wariatkowa. Był pewien, że niedługo wyskoczy ktoś w kolorowym wdzianku i zacznie zapraszać na spektakl "Szoł dla stukniętych i obłąkanych! Wystąpi gadatliwa klacz w duecie ze swoim zadem!". No, ale któż zwracałby uwagę na takie drobne odchylenia od normalności jak rozmawianie ze swoją tylną częścią ciała, przecież to zupełnie normalnie. Ciekawe czy potrafi też z niego wróżyć? Może już niedługo będzie mógł się pochwalić znajomością niezwykłej szamanki, która potrafi przepowiadać przyszłość z własnego zadu! Wspaniale!
~Prawda, bardzo piękny.~ Rzekł ironicznie wywracając oczyma. Nie wiedzieć czemu poczuł gdzieś w środku ukłucie sympatii do klaczy. Taka urocza, nieszkodliwa wariatka. Nawet już nie za bardzo zwracał uwagę na jej dziwactwa, chyba już się pogodził z tą jej nienormalnością. Ciekawe, bo jeszcze niedawno ciężko było mu tu wytrzymać. Może to przez mniejszą ilość koni? Może to wiosna stoi za tą zmianą i myśl o pełnym brzuchu, zielonej trawie, kwiatach, końcu tej szarej rzeczywistości?
_________________
You flew in from the dawn
Such a sight when you came into view
You stretched your white wings
Careful embrace


___________~ Bring out my yearning
The longing of the lonely


____________Swan, my swan
________Dive, heat my blood
____Swan, my swan
Before dawn breaks
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-05-05, 21:24   
   Multikonta: Brak


Przybyła tu powoli i ociążale. Znudziło jej się bawienie ogiera. Ile można?
Czekała cierpliwie na jego dotarcie.
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-05-06, 15:38   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Przyszedł zaraz za nią. Już dawno zorientował się, że wracają w poprzednie miejsce. Dlaczego akurat tutaj? Przecież już tu byli! A może chciała wsparcie ze strony porąbanej panny łaciatej? Bardzo możliwe. O ile oczywiście jeszcze tu była. No i nie zapominajmy o Archavielu. Jego wielkiego cielska nie dało się tak łatwo wymazać z pamięci. Zwłaszcza jeśli pierwszy raz widziało się takiego potężnego olbrzyma.
Z daleka dostrzegł dwa srokacze. Kurde, naprawdę nieźle ze sobą kontrastowali - drobna hucułka z olbrzymim... A właściwie nie wiedział co to takiego. Nikt mu nigdy nie opowiadał zbytnio o rasach koni, więc nie miał pojęcia co to takiego może być.
Zauważył, że prowadząca go siwka straciła swój zapał i energię, jaką miała na początku na plaży. W sumie się jej nie dziwił, ale znowu się zastanawiał, dlaczego ona tak go nie lubiła. Przecież on naprawdę nic nie robił. A przynajmniej nie specjalnie. To był czysty fakt i nikt nie miał prawa temu zaprzeczać.
Gdy był już blisko na jego pysku pojawił się delikatny, kpiący uśmieszek, który często wszystkim denerwował. Wyglądał wtedy na przemądrzałego spryciarza, który jest aroganckim dupkiem, troszczącym się jedynie o siebie. Hm, właściwie to na takiego próbował wyglądać, ale mniejsza z tym. Ten uśmiech był w tym momencie szczery i nie było w nich nuty wrogości czy pogardy. Po prostu wyrażało to zażenowanie tym, że znów tu jest tego samego dnia i to z Silent.
- No hej - rzucił, gdy już podszedł. - Przyprowadziłem koleżankę - dodał, a w jego oczach można było przez ułamek sekundy dostrzec lekkie zażenowanie tym faktem. Znikło ono jednak tak prędko jak się pojawiło, bo zdążył znów nad sobą zapanować.
Co do arabki to starał się ją ignorować. Skoro tak się denerwowała, gdy zwracał na nią uwagę to taki stan rzeczy powinien był ją uszczęśliwić. Nie rozumiał jej, ale nie chciał jej więcej wkurzać. Tak było prościej.
Machnął ogonem, odganiając zaczepną muchę. Był jeszcze mokry i dziwiło go, że tutaj było tak ciepło. Pewnie lada chwila się wysuszy. Zerknął na Star. Hm, gdy była taka mokra i postrzępiona wyglądała lepiej niż jak ulizana, typowa, grzeczna arabka. A jednak ta rasa potrafiła wyglądać jak koń, a nie wielka chodząca atrapa przypominająca konia jedynie ogonem i kopytami.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-05-07, 17:39   
   Multikonta: Brak


Spojrzała na niego, widziała, że od dłuższego czasu się patrzy. Chwilę stała w ciszy po czym uniosła brwi i zapytała;
- Co? - oczywiście powiedziała chłodno, jakby inaczej, trochę zmienił jej zachowanie przez swoją osobę stała się bardziej pogardliwa. Jesus. Naprawdę wpływał na konie.
Wysłuchała tej jakże ,,długiej'' przemowy, spojrzała na grupkę po czym odeszła dalej od nich. Za dużo istot w jednym miejscu, nie lepiej samotnie stać? Oczywiście, że tak.
Stanęła więc te 5 metrów od nich, podgryzając trawkę i mieląc jęzorem. Była dość dobra.
Znowu zaczynało kropić.
Teraz miała potarganą i grzywę i sierść nieułożoną. Na sierści było dużo błota. Pfe, beznadziejna pogoda.
- Nawet nie ma co się starać, by ładnie wyglądać. Zwłaszcza nie dla niego. Pff. - mruknęła pogardliwie.
Znowu zaczęła się pasać. W kałuży zobaczyła swoje odbicie. Wyglądała jak wielki chlew. Dosłownie.
 
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-05-07, 19:14   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Gapił się od dłuższego czasu? Przecież on tylko zerknął! Ech, te schizy arabki. Były naprawdę uciążliwe, ale mniejsza z tym. Gdy napotkał jej spojrzenie nie zrobił tego, co każdy inny, czyli nie odwrócił szybko wzroku, udając, że nic się nie stało. No proszę, to ewidentnie wskazywało na to, że zostało się przyłapanym! Dlatego on umyślnie nie pokazał żadnego uczucia w czarnych oczach i przez chwilę podtrzymał jej spojrzenie.
- Nic - mruknął obojętnie i bez jakiejkolwiek winy w głosie. Potem powoli przeniósł wzrok na resztę koni. No i widzicie - tak się to robi!
Mimo wszystko zauważył zmianę w jej głosie. Jego wina? Hm, pewnie tak. Jeny, czy naprawdę nie było chociaż jednego konia, który reagował na niego pozytywnie? Nie, zdecydowanie nie. U każdego widać było tylko niechęć. Na szczęście już do tego przywykł.
Starał się ją znowu zignorować w nadziei, że zaraz jej przejdzie i jakoś się rozweseli. Niestety, nie pomogło, bo odeszła od nich na jakieś pięć metrów. Usłyszał, że coś tam mruczała, ale nie dosłyszał co. Boże święty, co z nią było nie tak?! Miał tego dość. Niby to on psuł wszystkim humor, a teraz było akurat odwrotnie. Przyszedł tu z całkiem dobrym humorem, ale ona w mgnieniu oka to zrujnowała. Łagodna nuta w jego oku zamarzła i stała się beznamiętna.
- A pamiętasz co mówiłem na plaży? - zapytał chłodno, wyraźnie zły. Uszy miał odrobinę cofnięte z niezadowolenie. - Żebyś się nie dąsała - przypomniał, nie czekając na odpowiedź. Potem tylko gniewnie odwrócił się od niej i stanął przodem do srokaczy.
Spojrzał na nich beznamiętnie i chłodno. Wyrażało to odrobinę jego złość, która przeistoczyła się w tą sztuczną, nienaruszoną maskę. Ajaj, chyba przebywanie w towarzystwie tej klaczy nie wpływało na niego dobrze. Dlatego chyba araby były takie beznadziejne. Lilith, jego "kochana" Jędza też wprawiała go w tak parszywy nastrój. Tak, to było w ich genach. Co im z pięknego ciałka skoro tak paskudnie się przy nich czuło? Nic a nic.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
SilentStar 
Wędrowiec
Śnieżnobiała zjawa



Wiek: Szczęśliwi lat nie liczą...[Rok]
Rasa: Koń Czystej Krwi Arabskiej
Partner/ka: Samotna jej dusza.[Brak]
Rodzina: Nie ma już nic...[Zginęła]
Znaki szczególne: Znamię na brzuchu przypominające gwiazdę
Ciąża: Nie
Ruja: 10-17
Płeć: Klacz
Bóstwo: Cara
Maść: Biała/Albino
Stan zdrowia: Zdrowa
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Cze 2012
Posty: 29
Wysłany: 2013-05-07, 19:47   
   Multikonta: Brak


Spojrzała na początku chłodno na ogiera.
Można było się domyśleć. Szkoda, że ta obojętność była udawana. W końcu ona taka nie jest.
Potem ugięła brwi, które były niedawno jeszcze wysoko uniesione. Poleciały łzy, nie dała rady opanować tego, że była taka mu obojętna. Wybiegła z płaczem.
z.t
_________________


W grzywie wiatr, w kopytach magia.~
~Dzikim galopem przez życie...
 
 
     
Quetro 
Wędrowiec
Niespokojna dusza



Wiek: Tyle dni w cierpieniu {rok}
Rasa: Krew wagę ma swą {wielkopolski}
Partner/ka: Ma dusza wolna niczym wiatr {brak}
Rodzina: Ludzkości nie zbadane wyroki {zginęła}
Znaki szczególne: Jestem twoim cieniem, twoim zbawicielem {brak}
Ciąża: Nie dotyczy
Płeć: Ogier
Ekwipunek: Tanzanit
Bóstwo: Tranquillo
Maść: Czerń jak noc, magiczna, piękna {kara}
Stan zdrowia: Cierp ciało, duszo - bądź wolna! {wychudzony}
Dołączyła: 25 Gru 2011
Posty: 192
Wysłany: 2013-05-14, 15:29   
   Multikonta: Jestem sobą, lecz mam wiele oblicz {Zoey}


Nie zwrócił uwagi na jej zimne spojrzenie, no bo w końcu zaraz się odwrócił do niej bardzo kulturalnie swoim zgrabnym zadem. Tak a propos jego tyłek wyglądał na babski, bo był jeszcze chudy, ale poczekajcie do lata a zobaczycie nadal zgrabny, ale jednak męski tyłeczek!
Obojętność udawana? Ależ oczywiście! I powinna się cieszyć chyba z tego, że nie była mu obojętna. Cały czas myślał, żeby jej nie obrazić (nie żeby mu się to udawało) i żeby przestała się zachowywać jak dzieciak. Czy to coś złego? A to, że był taki szorstki to już trzeba było jakoś ścierpieć, a wtedy nie trzeba by było żałować znajomości z nim. Pewnie byłby dobrym kompanem, o ile nie zwracałoby się uwagi na jego nabytą wredotę. Ale poza tym to był chodzący ideał. W przybliżeniu oczywiście...
Starał się ją ignorować. No bo po co ma zwracać uwagę na takiego smarkacza? No właśnie, nie było takiego powodu. On sam był jeszcze dzieciakiem i szczerze mówiąc przydałaby mu się czyjaś opieka. On tak nie sądził, ale to był fakt. W każdym razie ignorował ją, ale usłyszał jak płacze i znów ogarnęło go poczucie winy. Odbiło się to na jakąś sekundę w jego oczach, ale potem ten wyraz zniknął, gdy odwrócił łeb. Niestety, siwki już nie było, bo uciekła. Zwiesił uszy, a w jego oczach pojawiła się mieszanina złości i minimalnie smutku. Dlaczego mu nigdy nic nie wychodziło?
Spojrzał posępnie na pozostałe tu konie i uśmiechnął się kwaśno. Było mu naprawdę głupio. Czuł się jakby był dorosły i musiał się tłumaczyć przez głupie zachowanie swojego źrebaka. Star jego źrebakiem! Ble! Jego dzieciaki będą o wiele ładniejsze, o ile oczywiście jakaś go zechce. Wątpił, ale mniejsza o to.
- Wybaczcie, chyba muszę załagodzić sytuację - powiedział tak poważnie, że niektórzy mogli aż zacząć się bać o Star. Potem jak nie on zerwał się z miejsca i od razu ruszył szybkim galopem, niczym wyścigowiec. Jego czarna sylwetka malała, aż całkowicie znikła.

zt.
_________________
    Czasami wolę być zupełnie sam
    ~Niezdarnie tańczyć na granicy zła
    I nawet stoczyć się na samo dno
    Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk.

Płytki
ż a l i płytka m i ł o ś ć żyją długo.

»Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.«


Gram własnego Ego,
Kilka gramów cierpienia,
Sto gramów bytu,
Duszy
- dwadzieścia jeden.

Moje:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandgreen created by spleen modified v0.3 by warna

__________________________________
Lista for na topie
Chcesz się wymienić? Zrób to tutaj!
Wymiana bannerami:
Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 7